Za początek swojej walki uznaję koniec czerwca. Po powrocie z polski skupiłam się jeszcze bardziej na swojej diecie i ćwiczeniach.
Dlaczego tym razem dietę połączyłam z ćwiczeniami?
Dojrzałam do tego, że muszę ciężko zapracować na swoją nową figurę.
Z powodu wielu diet, wahań wagi i ciąży moja sylwetka pozostawia wiele do życzenia.
Niezbyt atrakcyjny brzuch po ostatniej ciąży, nie zrobi się sam. Znając zawziętą siebie, pewnie schudła bym do wymarzonej wagi i to w niedługim czasie, ale skóra na brzuchu by pozostała.
Nie ma innego wyjścia trzeba ćwiczyć!
Czy to lubię? Nie wiem. Może trochę, ale bakcyla nie złapałam. W dzień wolny od treningu czegoś mi brakuje, ale jak pomyśle o poniedziałku (ćwiczę pon-pt/sob.)to trochę nie mam ochoty. Mam jednak pewien rytm dnia, i jak zbliża się pora treningu to jak do tej pory zawszę się mobilizuję.
Kiedy znajduje czas ćwiczenia?
Wstaje z dzieciaczkami koło 7, szybko pędzę zrobić śniadanie. Najczęściej jajecznice lub omlet, rzadziej owsiankę. Zbieramy się do przedszkola i odstawiam tam z Urszulką jej Starszego brata. Do przedszkola nie mamy daleko, ale jakieś 2km będzie. O ile pogoda pozwala staramy się wrócić intensywnym marszem, zahaczając po drodze o sklep (codzienne zakupy to mój patent na oszczędność, ale o tym w innym wpisie). W domu jesteśmy w granicach 9 - 9:15 Zabieram się z grubsza za jakieś domowe zadania - takie które mogą zrobić się same, jak pranie czy zmywanie.
Koło godziny 10 mam zryw do ćwiczeń. Dlaczego? Jest to wczesna pora i nie jestem jeszcze zmęczona, jest to czas po śniadaniu, ale też czas przed drugim posiłkiem - dla mnie to idealny moment. Ćwicząc spalam zapasy tłuszczu, a po treningu uzupełniam kalorie posiłkiem węglowodanowobiałkowym, który jest automatycznie moim drugim śniadaniem.
Koło 11 jestem już wolna i mogę się pogrążyć w zadaniach pani domu. Dzięki takiemu rozplanowaniu mam sporo czasu na inne zajęcia. Z Urszulą przyzwyczaiłyśmy się już do takiego planu dnia i chyba nie lubiłabym ćwiczyć wieczorem.
Efekt? po 2 tygodniach ćwiczeń i diety (zdrowego odżywiania na redukcji) mam 5,5kg mniej. Spadek wagi mnie cieszy, choć wiem, że nie jest to zbyt obiektywne i myślę, że zdecydowanie lepszy byłby pomiar cm. ale to zostawiłam sobie na koniec lipca.
Jestem zadowolona z uzyskiwanych efektów.
Na wagę wchodzę raz w tygodniu. Ćwiczę około 5/6 razy w tygodniu a do tego jem 4/5 posiłków dziennie zwiększając ilość białka w diecie, eliminując tłuszcze (te niezdrowe) i minimalizując węglowodany.
Postawiłam na ćwiczenia z Ewą Chodakowską. Wiem, wiem, są różne opinie, ale mi ćwiczy się z nią dobrze. Nie bardzo mam kiedy pozwolić sobie na siłownię, a biegać nie polubiłam. Chociaż pewnie zrobię kolejne podejście.
Ćwiczę;
Tu możecie zakupić płytkę http://sklep.bebio.pl/dvds/turbo-wyzwanie-plyta-ewy-chodakowskiej
Dlaczego Chodakowska? Ma łatwo dostępne ćwiczenia, bardzo motywuje wszystkich na swoim facebooku, oraz to co najważniejsze jest wiele osób zadowolonych z tego co osiągnęły ćwicząc z nią.
Z tego co się dowiedziałam nie powinno się jednego treningu ćwiczyć w kółko przez okres dłuższy niż 3 tygodnie bo spowalnia metabolizm, mięśnie się przyzwyczajają itp, więc zapewne w przyszłym tygodniu wezmę się za coś innego.
W porównaniu z pierwszym dniem ćwiczeń zauważyłam znaczną poprawę swojej kondycji. Ćwiczenia które z ledwością wykonywałam dziś śmiało powtarzam po 6razy (na razie). Po 2 tygodniach jestem w stanie wykonać cały trening, choć nadal wolniej i z mniejszą ilością powtórzeń.
Są dni kiedy daje z siebie 200% ale są dni kiedy na koniec treningu mówię sobie, to było jakieś 80%, zdarzył się też dzień kiedy dałam z siebie z 50%, a i z niego byłam zadowolona bo w sumie poćwiczyłam.
Jeżeli tak jak ja, nie bardzo kiedy masz co ze sobą zrobić, w domu biega ci półtoraroczne dziecko i obawiasz się ćwiczyć, to uwierz mi
da się!
Mimo wszystko jakoś to idzie, jak widać nawet w tak "skrajnych warunkach" są postępy ;).
Po 2 tygodniach także Ula lepiej sobie radzi z moimi treningami. Gdy widzi, że się przebieram, idzie odpalić xbox i rozkłada mi mate, czasem przyniesie koszulkę bo też chce się przebrać. Rozgrzewkę robimy razem ( robi ją po swojemu ale ćwiczy), potem najczęściej odpada, bawi się lalkami, wyciąga ubrania z szafy, albo nosi garnki po domu, tak czy siak daje mi te ponad 40min na ćwiczenia.
Dieta to już inna bajka ale o tym, może w kolejnym wpisie.
Trzymajcie kciuki, żebym się nie poddała. Mam zamiar zadziwić siebie i innych, tym jak można o siebie zadbać nawet ćwicząc w domu. W we wrześniu jadę znów do polski i MA BYĆ PIĘKNIE, Ewa obiecała ... ;)
pozdrawiam serdecznie
Natalia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz